FUJIFILM X-T50

FUJIFILM X-T50 strona 2 / 18

Wszystkie elementy aparatu zostały świetnie spasowane, nic nie trzeszczy ani się nie ugina. Obecność lekkich odpornych stopów w konstrukcji korpusu, metalowe panele na górze i podstawie, dobrze rokują pod kątem jego trwałości. Na plus zaliczyłbym również fakt, że podpórka kciuka jest integralnym elementem korpusu. Jako taki został pokryty wspólnym z pozostałą częścią pleców body panelem tworzywa skóropodobnego. Takie rozwiązanie z całą pewnością pozytywnie wpłynie na jego trwałość. Tu przypomnę, że w modelu X-T20 podpórka była elementem osobnym – doklejonym do tylnego panelu. Był to element który zazwyczaj najszybciej zawodził, zwyczajnie odpadając.

Wszystkie elementy aparatu zostały świetnie spasowane, nic nie trzeszczy ani się nie ugina. Na plus zaliczyłbym również fakt, że podpórka kciuka jest integralnym elementem korpusu…

Jeśli spojrzymy pod boczną klapkę X-T50, otwierającą dostęp do gniazd złączy – o czym więcej dalej, lub pod klapkę akumulatora, dostrzeżemy brak jakichkolwiek uszczelnień. Ta akurat konsekwencja marki nie jest powodem do pochwały, wiele konkurencyjnych modeli, w tym tańszych, takowe posiada. Marka FUJIFILM uszczelnienia z uporem rezerwuje jednak dla modeli flagowych w serii X, warto z pewnością o tym pamiętać, decydując się na zakup aparatu, szczególnie jeśli myślimy o jego intensywnym wykorzystaniu w terenie.

…w widocznym powyżej aparacie FUJIFILM X-T20 podpórka kciuka była odrębnym elementem korpusu, który prędzej czy później zawodził, zwyczajnie odpadając.

Na koniec tej części powróćmy do sygnalizowanej powyżej zawartości kartonu, która jest delikatnie mówiąc skromna. Marka pod tym względem nigdy nie rozpieszczała, tym razem jednak w zestawie nie znajdziemy nawet ładowarki sieciowej. Cóż, to akurat zasługa regulacji Unii Europejskiej, z których wszystkie marki niezwykle skwapliwie korzystają, nawet gdy właściwa tu ustawa nie dotyczy ich w sposób bezpośredni. W końcu skoro ktoś im podaje na tacy i to opisany ramami prawnymi, przepis na wyciągnięcie dodatkowej kasy od nabywcy to trudno oczekiwać, że marka z niej nie skorzysta. Wiele razy pisałem już o moim jednoznacznie krytycznym stanowisku do takich pseudo-ekologicznych pomysłów, toteż postaram się tu powściągnąć swoją na to złość. Model X-T50 obsługują akumulatorki NP-W126S ładowane za pomocą ładowarki sieciowej BC-W126S której cena wynosi około 200 zł, taki dodatkowy koszt jest po prostu absurdalny. Tu od razu podpowiem, że jej zamienniki, dostępne zarówno w kraju, jak i Chinach kosztują około 30 – 40 złotych.

Zarówno boczna klapka otwierająca dostęp do złączy komunikacyjnych, jak i dolna do komory akumulatora X-T50, są pozbawione jakichkolwiek uszczelnień…

W kartonie znajdziemy jeszcze tylko skórzany pasek, kabelek USB C / USB służący zarówno do ładowania bezpośrednio poprzez body aparatu (rozwiązanie długotrwałe i mało komfortowe), jak i co istotniejsze do transferu zdjęć z karty pamięci. Tu plus że marka nie zapomniała tym razem dodać kabla komunikacyjnego / ładowania, co we wcześniejszych modelach miało miejsce (X-M1, X-T20). Kolejnym gadżetem dodanym do zestawu jest przejściówka USB C / Jack 3,5 mm umożliwiającą podłączenie mikrofonu. Wspomniany naramienny pasek, to ten sam model który obecny jest w całej linii „X” od co najmniej dekady. Ten sam otrzymałem z aparatem FUJIFILM X-M1, jak i X-T20, pomimo że trudno mu odmówić elegancji oraz wykonania z wysokiej jakości skóry, to są to jedyne jego zalety. Pasek ten, szczególnie jeśli użytkujemy body z ciężkim zoomem, jest bardzo niekomfortowy, wrzynając się w skórę. Stąd jest to jedna z pierwszych rzeczy, jaką prócz gripu dokupuję do aparatów FUJIFILM. Przy czym pragnę tu podkreślić, że w tym konkretnym przypadku jest to kwestia indywidualnego wyboru i upodobań. Sam pasek wygląda świetnie i dobrze współgra z bryłą aparatu, jeśli więc nie zamierzamy używać tego ostatniego z ciężkimi szkłami oraz podczas wielogodzinnego marszu być może okaże się wystarczający, sam stawiam tu na klasyczny, szeroki pasek neoprenowy.

Marka FUJIFILM nigdy nie rozpieszczała pod względem zawartości zestawu sprzedażowego, tym razem jedna nie znajdziemy w nim nawet ładowarki sieciowej. Co jest bezpośrednim pokłosiem regulacji Unii Europejskiej. W zestawie znajduje się jedynie body, jeden akumulator NP-W126S, kabel komunikacyjny i ładowania, przejściówka USB C / Jack 3,5 mm oraz ten sam od ponad dekady skórzany pasek naramienny, który pomimo dobrych materiałów z jakich go wykonano i eleganckiego wyglądu jest bardzo niewygodny, szczególnie jeśli aparat połączymy z cięższym zoomem.

Pora przejść do detali – czyli co gdzie jest na korpusie…

Największe zmiany w budowie korpusu zaszły w jego tylnym panelu i to od omówienia tegoż rozpoczniemy tę część. Jego większość zajmuje trzy calowy kolorowy, dotykowy ekran LCD, o proporcjach 3:2 i rozdzielczości 1,84 miliona punktów. Ekran ten został znacząco poprawiony pod kątem obrazowania względem wcześniejszych, niestety zmiany nie zaszły w samym mechanizmie odchylania. Wciąż jest to ekran odchylany w górę (w niepełnym zakresie) lub dół, bez możliwości pełnego odwrócenia, lub choćby całkowitego odchylenia w górę. Oznacza to, że z pewnością jedną z rzeczy, w którą od razu warto zainwestować, jest szkło lub folia hartowana. Dla mnie taki zakres ruchu ekranu nigdy nie był większym problemem, ale wiem, że niektóre osoby zwracają na ten fakt uwagę. Rzeczowy ekran został znacznie odchudzony względem obecnego w X-T20, jest cieńszy, przez co lepiej wpasowany w obrys korpusu. Należy w tym miejscu pochwalić również czytelność ekranu w słońcu oraz wrażliwość na dotyk. Obsługa jest wygodna i intuicyjna.

Wzdłuż prawej krawędzi ekranu znajdują się trzy przyciski funkcyjne:

  • AE-L – przycisk blokady ekspozycji, możliwe jest również przypisanie mu innej funkcji
  • MENU/OK – przycisk umożliwiający dostęp do głównego menu funkcyjnego aparatu, drugą jego funkcją jest zatwierdzanie wszelkich dokonanych wyborów, zarówno w menu, jak i innych trybach pracy aparatu, w tym wyboru pola ostrości
  • Display/Back/Bluetooth:
    • Display – zmiana parametrów wyświetlanych lub nie na ekranie
    • Back – powrót
    • Bluetooth – przycisk ten po przytrzymaniu umożliwia dostęp do menu konfiguracji funkcji poszczególnych przycisków, można też wybrać za jego pomocą tryb pracy bluetooth (włączony / wyłączony)

Spoglądając na górną metalową, w moim przypadku srebrną, część tyłu korpusu, nieco przesuniętą względem osi ekranu LCD w prawo, dostrzeżemy wysuniętą w górę charakterystyczną nadbudówkę, czerpiącą z kształtu dawnych aparatów analogowych, w których w miejscu tym znajdował się zazwyczaj pryzmat pentagonalny. Marka w nadbudówce ukryła niewielką, podnoszoną, lampę błyskową, a poniżej elektroniczny wizjer. Tu FUJIFILM nie zdecydowało się na zmiany, jest to wciąż ten sam wizjer co w modelu X-T20, obecny na rynku od blisko dekady. Jest to kolorowy wizjer OLED o przekątnej 0,39 cala oraz rozdzielczości około 2,36 miliona punktów, przy deklarowanemu ~ 100% zakresie widzenia. W przeciwieństwie do starszego brata, tudzież flagowca z linii jednocyfrowej X-T5, wizjer nie został wyposażony w profilowaną muszlę oczną, podobnie jak we wszystkich innych aparat z serii jednocyfrowej. Po lewej od ramki wizjera znajdziemy kółko zmiany ostrości obrazu regulowane w zakresie korekcji od -4 do + 2. Rzeczowy wizjer oferuje dobrej jakości, pełen detali obraz, wiernie oddając barwy.

Aparat FUJIFILM X-T50 wyposażono w trzy calowy kolorowy, dotykowy ekran LCD, o proporcjach 3:2 i rozdzielczości 1,84 miliona punktów. Jego mechanizm odchylenia jest tym samy który był obecny już ponad dekadę temu w aparacie FUJIFILM X-M1 widocznym na górze po prawej wraz z omawianym, jak i kolejnych generacjach X-T10, X-T20 i X-T30. Zdjęcia na dole – wizjer X-T50 podobnie jak X-T20 (po prawej na dole) nie został wyposażony w profilowaną muszlę oczną.

Podążając w lewo, natrafimy na dwa kolejne przyciski, pierwszy otwierający dostęp do menu przeglądania zarejestrowanych zdjęć czy też nagrań wideo. Dalej znajduje się przycisk z ikonką kosza i podpisem DRIVE. Podobnie jak większość innych tak i ten przycisk posiada podwójną funkcjonalność. Zasadniczą jest oczywiście zatwierdzenie kasowania zdjęcia / nagrania, po wejściu do menu odtwarzania, druga jest mniej oczywista. W trybie fotografowania przeciśnięcie tegoż przycisku otwiera dostęp do bardzo istotnej części menu aparatu, tudzież wyboru trybu pracy migawki:

  • ZDJĘCIE (pojedyncze)
  • SERIA ZDJĘĆ WYSOKIEJ PRĘDKOŚCI (H)
  • SERIA ZDJĘĆ NISKIEJ PRĘDKOŚCI (CL)
  • BRACKETING ISO – do wyboru w skoku co 1/3, 2/3 lub 1 stopień EV
  • BRACKETING BALANSU BIELI – do wyboru w skoku co 1, 2 lub 3 stopień EV
  • BRACKETING Z AE – do wyboru od 2 do 9 klatek w serii, o zakresie do 3 +3 EV w soku co 1/3 stopnia EV
  • BRACKETING Z SYMULACJĄ FILMU
  • BRACKETING ZE ZMIANĄ ZAKRESU DYNAMIKI OBRAZU
  • BRACKETING OSTROŚĆ
  • ZDJĘCIA HDR: AUTO / 200 / 400 / 700 / PLUS
  • WIELOKROTNE NAŚWIETLANIE EKSPOZYCJI – ADD / AVG / LIGHT / DARK
  • Adv. – do wyboru zdjęcie panoramiczne lub zaawansowany filtr
  • FILMOWANIE

Ukrycie tak istotnych funkcji w przycisku na tylnym panelu, w miejscu co najmniej mało intuicyjnym trudno uznać za dobre rozwiązanie, podobne zastrzeżenia mam również do wielofunkcyjności wszystkich pozostałych przycisków. Z czasem oczywiście te niezbyt komfortowe początkowo doświadczenia użytkowe zanikają, a obsługa staje się bardziej intuicyjna, nie zmienia to jednak faktu, że taki podział funkcji wydłuża czas zmiany ustawień oraz w pewnych przypadkach może zgubnie wpływać na same ustawienia ekspozycji, o czym więcej będzie dalej. Mam świadomość, że w body innych marek takie i podobne rozwiązania są dość częste i popularne. Skąd więc takie narzekania? Marka FUJIFILM na przestrzeni lat przyzwyczaiła użytkowników, szczególnie tych bardziej zaawansowanych, że wszystkie kluczowe funkcje umożliwiające szybką pracę, to jest nie tylko zmiany parametrów ekspozycji, ale również trybu pracy aparatu, dostępne są błyskawicznie z poziomu dużych wygodnych pokręteł na górnej płaszczyźnie obudowy, lub przycisków na tylnym panelu. To rozwiązanie, ugruntowane przez pokolenia aparatów, zostało wypracowane podczas lat doświadczeń fotografów i wszelkie próby wywracania filozofii obsługi przypominają próbę odkrywania koła na nowo.

Obok opisanego powyżej znajduję się przycisk z ikonką odtwarzania. Umożliwia on podgląd zarejestrowanych zdjęć i filmów, wraz z dostępem do informacji na temat ekspozycji, czy danych telemetrycznych. W trybie tym przycisk DRIVE (z ikonką kosza) umożliwia łatwe usuwanie plików. Przejdźmy teraz na drugą stronę ramki wizjera, gdzie znajduje się kolejny przycisk funkcyjny. Tu też przyzwyczajonych (jak ja) do określonej jego funkcji użytkowników, tudzież szybkiego przełączania trybu wyświetlania obrazu, to jest: wizjer, ekran LCD, lub czujnik oka (wizjer + ekran LCD) czeka kolejna niespodzianka. Jest to kolejny konfigurowalny przycisk, któremu możemy przypisać mnóstwo funkcji… prócz tej najbardziej intuicyjnej, wymienionej przed chwilą.

Gdzie więc ukryto funkcję zmiany wyświetlania obrazu? Głęboko w menu aparatu. Sami musicie przyznać że, rozwiązania delikatnie mówiąc irytujące. Gdy pracujemy na zewnątrz, zmieniając swoją pozycję względem słońca, w różnych pozycjach, często musimy szybko przełączyć się z wizjera na ekran, a tu guzik… marka chyba doszła do wniosku, że to zbędny komfort. Wiem, wiem, powiecie, że możemy ustawić przecież czujnik zbliżenia oka, zgadza się tylko, że pracując z aparatem na szyi, wykonując zdjęcia przez ekran, bardzo często dochodzi do samoczynnego przełączenia na wizjer, co znów zmusza do odsunięcia aparatu poruszania, aby powrócił do wyświetlania obrazu na ekranie LCD. Jest to więc zbędne skomplikowanie prostej funkcji, a już na pewno jest całkowicie niezrozumiałym brak możliwość przypisania temu przyciskowi innych funkcji prócz właśnie omawianej.

Podobnie jak we wcześniejszych modelach, również X-T50 umożliwia wybór trybu pracy ekranu i wizjera, odwrotnie jednak niż dotychczas regulację tej istotnej funkcji usunięto z przycisku obok wizjera zaszywając głęboko w menu aparatu! Po prawej wizjer aparatu X-T20 z widocznym przyciskiem umożliwiającym błyskawiczne przełączanie się pomiędzy trybami pracy wizjera i ekranu.

Po prawej stronie wizjera już poza kopułką, na ścianie panelu z metalu, znajdziemy przycisk AF-ON, dalej kółko funkcyjne. Oba prócz podstawowej funkcji posiadają podobną możliwość personalizacji. W przypadku rzeczowego kółka podobnie (na szczęście!) jak w poprzednich modelach, pełni ono jedną z kluczowych funkcji w ustawianiu parametrów ekspozycji, pozwalając regulować czas otwarcia migawki aparatu. Kółko jak wspomniałem, można jednak spersonalizować przypisując mu dodatkowe funkcje wywoływane i obsługiwane przez jego wciśnięcie co powoduje zmianę funkcji. Praca kółka cechuje się wyraźnym skokiem i poprawnym oporem, ułatwiając obsługę również w rękawiczkach zimą.

Powróćmy teraz do kwestii dwóch najistotniejszych zmiany w rozkładzie i funkcjonalności przycisków na tylnym panelu X-T50, które dotychczas pomijałem we wcześniejszej wyliczance, ze względu na ich znaczenie dla komfortu obsługi modelu. Mniej więcej w dwóch trzecich od dolnej krawędzi korpusu, tuż powyżej przycisku Menu/OK, natrafimy na nowość w tej linii – miniaturowy dżojstik, który zastąpił dotychczas stosowany przycisk krzyżakowy. To kolejna – bardzo istotna – zmiana nie tylko w budowie, ale przede wszystkim obsłudze modelu. Tu też pora na garść moich uwag związanych z tą nowością. Tak wiem, że wielu fotografów czekało na taką zmianę, przyzwyczajeni do takiego właśnie rozwiązania obecnego w innych systemach, sam jednak mam tu zgoła odwrotne doświadczenia, ceniąc prostotę i komfort przycisku krzyżakowego. Pozwólcie, że uzasadnię tu swoje zdanie, a przy okazji podzielę się moimi uwagami.

Dżojstik funkcyjny w aparacie FUJIFILM X-T50 jest bardzo mały, jego średnica to 4,8 mm a głębokość 3,5 milimetra. Nie to jednak jest tu problemem, ale samo jego ulokowanie oraz bardzo duża wrażliwość na dotyk. Dżojstik znajduje się zaledwie… 4 mm (!) od krawędzi ekranu. Sprawia to, że po odchyleniu ekranu jego obsługa staje praktycznie nie możliwa, pomiędzy krawędzią ekranu a główką dżojstiku nie mieści się zwyczajnie palec, a mam raczej średniej wielkości dłonie… to ewidentny błąd projektowy, najwyraźniej projektanci testowali to rozwiązanie wyłącznie przy ekranie w natywnej pozycji. Z pewnością warto o tej przywarze pamiętać, decydując się na zakup modelu. Obsługa samego dżojstiku, szczególnie zimą w rękawicach jest bardzo trudna i mało komfortowa, jego wysoka wrażliwość sprawia, że niezwykle łatwo przeskoczyć pożądaną funkcję, czy jej wartość. Jego filigranowy rozmiar i konstrukcja budzi również obawy o trwałość samego rozwiązania, choć to już akurat czyste dywagacje, tę kwestię rozstrzygnie dopiero czas. Podsumowując trudno takie ulokowanie i samo działanie dżojstiku uznać za rozwiązanie zwiększające komfort użytkowy, osobiście uważam to za jedną z dwóch największych wad budowy korpusu X-T50.

Nowość jaką jest dżojstik funkcyjny w aparacie FUJIFILM X-T50 jest bardzo mały, jego średnica to 4,8 mm a głębokość 3,5 milimetra, co gorsza został mocno przysunięty w kierunku krawędzi ekranu LCD, efekt tegoż jest taki że pomiędzy krawędzią ekranu a główką dżojstiku zwyczajnie nie mieści się palec – w takich chwilach nachodzą mnie wątpliwości czy ktokolwiek testuje jeszcze fizycznie aparaty przed wypuszczeniem ich na rynek…

Druga z nich leży całkiem blisko pierwszej. Jest to przycisk szybkiego dostępu do podręcznego menu „Q”, który przeniesiono z panelu na… profilowaną podpórkę kciuka. To rozwiązanie jest całkowicie absurdalne! Nie wiem czym kierowali się projektanci, być może chcieli umożliwić szybki, łatwy dostęp do rzeczowego menu, jednak zamiast tego wygenerowali tylko irytujący problem. Znów trzeba tu powiedzieć, tak, z pewnością takie, a nie inne chwytanie body aparatu wynika z pewnej maniery powstałej podczas lat użytkowania poprzednika, nie broni to jednak sytuacji do końca. Doprawdy nie jestem w stanie zrozumieć kto wpadł na takim pomysł, ani czy rozwiązanie to zostało przetestowane przez fotografów w praktyce na etapie przedprodukcyjnym. Moja irytacja chwilami była tak wielka, że bliski byłem trwałego wyłączenia tego przycisku, co na szczęście jest możliwe. Wygląda to tak, jakby po prostu projektantom zabrakło pomysłu gdzie ten przycisk, skądinąd istotny, upchnąć.

Przycisk szybkiego dostępu do podręcznego menu „Q”, który przeniesiono w X-T50 z tylnego panelu na… profilowaną podpórkę kciuka. To rozwiązanie jest całkowicie absurdalne! Ulokowanie takie sprawia że prawie za każdym razem, gdy opieram kciuk na podpórce odpalam Q-menu, co powoduje ogromną frustrację. Po prawej tylny panel X-T20 w którym nie tylko wykorzystano wygodny i yt łatwy w obsłudze również zimą w rękawicach przycisk krzyżakowy zamiast dżojstiku, ale zachowano przycisk Q na tymże panelu. W przypadku X-T50 jest to wyraźny krok wstecz pod względem komfortu pracy.

Na lewym boku, wyraźnie zaokrąglonym względem poprzedników, znajdziemy tylko łączenie paneli skóropodobnych. Tak docieramy do przodu body aparatu. Boczny panel przechodzi łagodnie w opisany wcześniej niewielki grip. Kształtowi temu wtóruje górny panel, wypłaszczając się tuż przed mocowaniem obiektywów FUJIFLM X series. W dolnej części panelu po lewej zobaczymy przycisk zwalniający rzeczowe mocowanie. Dokręcany do korpusu bagnet wykonano oczywiście z metalu. Takie rozwiązanie, proste i sprawdzone, ułatwia w przypadku takiej konieczności łatwą wymianę elementu. Po stronie przeciwnej mocowanie natrafimy na fizyczny przełącznik trybu pracy autofokusu:

  • S (AF-S) – punktowy autofokus
  • C (AF-C) – tryb śledzenia / stały pomiar ostrości
  • M – ostrość ustawiana ręcznie (manualnie)

Rzeczowy przełącznik został odziedziczony po wcześniejszych modelach, jest również obecny w jednocyfrowej serii flagowców. Jego funkcjonalność umożliwiająca szybką zmianę trybu pracy autofokusu należy zaliczyć na poczet zdecydowanych zalet modelu, to właśnie przewaga fizycznych, nie dotykowych, ani wielofunkcyjnych, przycisków. Prostota, klasyka i sprawdzone rozwiązanie. Pozostając w temacie opisy przedniej części aparatu, spojrzymy teraz na górną, metalową część. Zaczynając od lewej, w wyprofilowanym ścięciu szczytu gripu natrafiamy, jak się należy spodziewać, na drugie kółko funkcyjne. Jego działanie można w dość znacznym zakresie dopasować, natywną, podstawową funkcją jest jak się domyślacie regulacja wartości przysłony, prócz tego można mu dodatkowo przypisać między innymi takie działania jak:

  • zmiana wartości ISO
  • zmiana wartości kompensacji ekspozycji 
  • wybór filtra symulującego dany tryb kolorów (filmu)

Podobnie jak w przypadku kółka przedniego, zmiana pomiędzy funkcjami odbywa się za pomocą wciśnięcia pokrętła, o dokonanym wyborze informuje nas odpowiednia grafika na podglądzie. Rozwiązanie praktyczne i rozszerzające możliwości kółka, acz dla osób takich jak ja z pewnością wymagająca przyzwyczajenia. Dość łatwo bowiem wcisnąć przypadkiem kółko, a wówczas jeszcze łatwiej przegapić zmianę trybu jego pracy, co często kończyło się niepożądaną zamianą regulacji przysłony na wielkość ISO. Nie mogę jednak jednoznacznie tej cechy, jak i podobnej kółka tylnego, zaliczyć na poczet wad, moje kłopoty wynikają bowiem z nabytych przyzwyczajeń, acz na pewno nie jestem fanem takiej zwielokrotnianej funkcjonalności głównych elementów sterujących ekspozycją.

Zgrupowanie funkcji zmiany wartości przysłony oraz ISO w jednym kółku nastaw nie należy do zbyt dobrych rozwiązań. Bardzo łatwo przypadkowo go wcisnąć wywołując tym samym zamianę pomiędzy jedną a drugą funkcją…

Tuż obok, już poza wcięciem gripu, przed podstawą kopułki skrywającej lampę błyskową, dodano diodę LED wspomagającą AF oraz informującą o upływie czasu w trybie pracy samowyzwalacza. Dalej zaczyna się poprowadzona w górę wspomniana kopułka. Symetrycznie po jej dwóch stronach dostrzeżemy dwa otwory mikrofonów. Centralnie na panelu przednim kopułki dodano napis z nawą marki, po stronie przeciwnej, znajdziemy jeszcze wygrawerowaną nazwę modelu aparatu. Tak docieramy do drugiej krawędzi bocznej, na tymże panelu znajdziemy zajmującą większość boku klapkę z tworzywa sztucznego. Po jej otwarciu otrzymujemy dostęp do portów komunikacyjnych, mamy tu do dyspozycji:

  • wejście Jack 3,5 mm – umożliwia podpięcie mikrofonu lub przewodu pilota wyzwalającego zdalnie migawkę aparatu
  • złącze USB C – port komunikacyjny, umożliwiający wymianę danych pomiędzy aparatem a komputerem oraz ładowanie ogniwa bezpośrednio przez body aparatu
  • złącze micro HDMI (typ D) – port komunikacyjny umożliwiający przesyłanie i podgląd materiałów zarejestrowanych za pomocą aparatu bezpośrednio na telewizorze

Ponownie zwracam tu uwagę na brak jakichkolwiek uszczelnień, co choć nie zaskakuje, nie należy jednak na pewno zachwalać. Tak dotarliśmy do opisu budowy przednich i bocznych paneli aparatu, pora na górny, bardzo istotny z punktu widzenia wygody obsługi. Marka FUJIFILM przyzwyczaiła nas przez lata do obecności na tym elemencie fizycznych, mechanicznych, pokręteł umożliwiających dostęp do wszystkich kluczowych funkcji. Nie inaczej jest i tym razem, no przynajmniej pod względem ich obecności. Sprawa zaczyna wyglądać znacznie gorzej, jeśli przyjrzeć się ich dedykowanym funkcjom.

Po lewej natrafiamy na dwufunkcyjne pokrętło z dźwignią. Ta ostatnia umożliwia otwarcie lampy błyskowe. Jest tu również nadrukowane oznaczenia przebiegu osi optycznej body. Zintegrowane z dźwignią pokrętło, zamiast jak można by się spodziewać, a wręcz jak być powinno – nie umożliwia zmiany pomiędzy trybami pracy aparatu P, S, A, M, zamiast tego dając dostęp przede wszystkim do… filtrów kolorystycznych. Naprawdę nie jestem w stanie dojść zamysłu, jaki towarzyszył projektantom aparatu. Doprawdy ważniejszy jest szybki dostęp do zmiany filtra symulującego daną kliszę czy efekt barwny niż szybki i prosty dostęp do kluczowych trybów pracy aparatu? Z czego będzie, szczególnie zaawansowany, użytkownik częściej korzystał? Co wpłynie na szybszą i bardziej komfortową pracę, a więc tym samym zarejestrowanie cennych kadrów?

To przykład jak skomplikować rzecz najprostszą, jak skopać to, co dobre zamieniając na funkcję co najmniej mało istotną. Wyciągnięcie tych ostatnich na kółka sterujące stoi właśnie za problemem braku miejsca na funkcję kluczowe, a to spowodowało konieczność zdublowania funkcji przycisków i kółek na korpusie. Mija dobrych kilka miesięcy wspólnej przygody z X-T50, a ja wciąż nie mogę nie tylko przeboleć tej doprawdy irracjonalnej zmiany, ale też przyzwyczaić się do jej obsługi. Zastanawia tu kierunek, w jakim poszła marka, przyjęta filozofia, co razi, tym bardziej że nie mówimy przecież o tanim aparacie kompaktowym, lecz aparacie za około 6 000 tysięcy złotych.

Prawdziwym kuriozum aparatu FUJIFILM X-T50 jest pozbawienie go tak istotnego elementu jak fizycznego kółka zmiany trybu pracy PSAM, które zastąpiło „kółko zabaw” filtrami… To przykład jak skomplikować rzecz najprostszą, jak skopać to, co dobre, zamieniając na funkcję co najmniej mało istotną.

Spuśćmy jednak na to zasłonę milczenia i idźmy dalej. Na podwyższeniu kopułki jak można się spodziewać, natrafimy na szyny gorącej stopki, umożliwiającej montaż zewnętrznych lamp błyskowych, lub wyzwalaczy systemowych. Dalej po drugiej stronie panelu natrafiamy na kolejne duże, również zintegrowane z dźwignią, pokrętło funkcyjne. Choć w tym miejscu, poczułem się bardziej swojsko, pokrętło to występowało bowiem również w modelach poprzednich, jak i flagowych. Służy ono do zmiany wartości zakresu czasu otwarcia migawki, ale też do szybkiego przełączania w tryb BLUB. Umożliwia również zmianę trybu pracy aparatu, to w połączeniu ze zmianą ustawień obiektywu i / lub, jeśli ten nie został wyposażony w fizyczne przełączniki pracy przesłony, w kombinacji z tylnym pokrętłem zmiany przysłony, wybór pomiędzy rzeczowymi trybami P, S, A i M – brzmi prosto? Niestety w praktyce bywa to bardzo irytujące, działanie jest tu przypadkowe, a szybkość i łatwość obsługi zmiany trybu pracy jest również zależna od typu podpiętego obiektywu, tudzież jest znacznie łatwiejsze w przypadku obiektywów wyposażonych w fizyczny przełącznik pracy przesłony. W pozostałych przypadkach proces odbywa się przez kombinację zmiany ustawienia opisywanego kółka i trybu pracy przysłony, która może być regulowana za pomocą przedniego, lub tylnego kółka.

Dla porządku trzeba jednak dodać X-T20 (po lewej), jak i X-T30 nie posiadały dedykowanego kółka PSAM, jednak X-T20 w odróżnieniu od obecnego X-T50 posiadał przynajmniej możliwość błyskawicznej zmiany trybu pracy migawki. Smaczku sytuacji dodaje fakt że model X-M1 (po prawej) sprzed ponad dekady kółko PSAM posiadał…

.


SPRZĘT / FUJIFILM X-T50 / strona 2/18

tekst, opracowanie, grafiki i zdjęcia za wyłączaniem wymienionych w tekście: Sebastian Nikiel 25.05.2025

Wykorzystane cytaty, zdjęcie, grafiki, loga, zrzuty ekranów aplikacji i stron internetowych, związane z omawianym produktem, zaprezentowano w niniejszym opracowaniu zgodnie z art. 29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jako ograniczenie majątkowych praw autorskich na rzecz dozwolonego użytku, zgodnie z nowelizacją rzeczowej ustawy z 2015 roku, wyłącznie w celu prezentacji i szerszego zobrazowania poruszanych tematów, pozostających w ścisłym związku z jego tematem.

Informacja o prawach autorskich – można wykorzystywać nieodpłatnie wyłącznie w zastosowaniach niekomercyjnych, oraz z uznaniem i zachowaniem autorstwa, zgodnie z licencją Creative Common 3.0 – www.creativecommons.org / Copyright – can be obtained in a non-commercial manner and with the recognition and behavior made, in accordance with the license under the Creative Common 3.0 license – www.creativecommons.org

Informacja prawna – wszystkie wyrażane na łamach niniejszej recenzji poglądy, są wyłącznie moją osobistą opinią na temat danego sprzętu, odzieży, czy akcesorium, wynikającą z posiadanego doświadczenia, nabytego w trakcie jego użytkowania, oraz dotyczącą wyłącznie testowanego egzemplarza, a nie całościowo danego modelu produktu.