FUJIFILM X-T50

FUJIFILM X-T50 strona 1 / 18

MENU ARTYKUŁU:


Czas na zmiany, tylko jakie?

Po przeszło sześciu latach wyjątkowo intensywnej pracy pora nadeszła odesłać na zasłużoną emeryturę, kolejny jaki użytkowałem, aparat ze stajni FUJIFILM model X-T20. Przy czym chciałbym tu od razu dodać, że emerytura nie oznacza całkowite jego wycofanie z linii, oj nie! Aparat ten bowiem zadziwił wytrzymałością, przekraczając nawet przewidywania samych projektantów w zakresie wytrzymałości migawki mechanicznej, szacowanej na około 70 000 cykli pracy, osiągając na przeszło 120 000 i radząc sobie nadal wyśmienicie. Zostanie więc nadal w odwodzie i z pewnością niejednokrotnie będzie jeszcze wspierał mnie w różnych projektach.

Po przeszło sześciu latach wyjątkowo intensywnej pracy pora nadeszła odesłać na zasłużoną emeryturę, kolejny jaki użytkowałem, aparat ze stajni FUJIFILM model X-T20, do chwili publikacji artykułu aparat ten ma na swoim koncie przeszło 120 000 klatek, które pozwoliły mi posiąść wiele nowych umiejętności oraz zarejestrować pięknych kadrów, spośród których niektóre zostały wyróżnione na konkursach…

Z racji jednak tego, że nic nie jest wieczne i w końcu taka awaria się wydarzy, a przede wszystkim chęci sięgnięcia po szalenie istotne udogodnienie, którego dotychczas brakowało w aparatach tej marki, tudzież mechanicznej stabilizacji matrycy, nadszedł czas na zmianę. Zanim jednak do tego momentu dojdziemy, przejrzymy ofertę marki z ostatnich sześciu lat, w półce modeli półprofesjonalnych, z serii dwucyfrowej. Od czasu wejścia na rynek, bardzo udanego i pod wieloma względami będącego nowym otwarciem, modelu FUJIFILM X-T10, potem jego następcy, wspomnianego tu już X-T20, nic istotnego się nie wydarzyło. Zanim zaprotestujecie, tak marka wprowadziła następcę w postaci X-T30, przyznajcie jednak sami, że nie wiele on wnosił nowości, jeszcze gorzej było w przypadku następcy – a właściwie quasi następcy, tudzież modelu X-T30 II, który przeszedł tylko lekki face lifting.

Aparat FUJIFILM T-X20 okazał się nie tylko wyjątkowo trwały, prawie dwukrotnie przekraczając średnią żywotność migawki mechanicznej i wciąż pozostając w pełni sprawnym, ale okazał się też wyjątkowo dobrym towarzyszem wędrówek po górskich szlakach o każdej z pór roku, po lewej ukryty w chmurach król Beskidu Śląskiego – Skrzyczne 19.01.2024r, po prawej zachód słońca na Kykuli 20.08.2024r.

Była to niepokojąca i nietypowa sytuacja, pierwsza taka od wprowadzenia aparatów z tej linii na rynek, będących od początku swego istnienia uproszczonymi wersjami flagowców z serii jednocyfrowej X-T (X-T1, X-T2, XT3, X-T4 i X-T5) z matrycami w rozmiarze APS-C (23.5 x 15.7 mm). Z pewnością na taki obrót spraw nałożyły się problemy wywołane załamaniem łańcuchów dostaw w trakcie pandemii i światowych rynków podczas pandemii Covid-19. Taka strategia marki, dość jednak ryzykowna, pozwoliła skupić się jej na nowych projektach, których wysyp nastąpił jesienią 2020 roku. Właśnie wówczas na rynek wprowadzony zostaje aparat, będący przedstawicielem zupełnie nowej linii – FUJIFILM X-S10. Modelu będącego przedstawicielem średniej półki, z matrycą w formacie APS-C, w którym szczególny nacisk położono na funkcje filmowe. Najważniejszą jednak nowością, nieobecną wcześniej w tej półce aparatów marki FUJIFILM było pojawienie się mechanicznej stabilizacji matrycy o deklarowanej skuteczności 6 EV, rozwiązanie którego od lat brakowało w aparatach FUJIFILM.

Rzeczą za którą cenię szczególnie aparaty marki FUJIFILM jest ich matryca z linii X Trans – dzięki brakowi filtra antyaliasingowego (AA) cechują się one ponadprzeciętną dynamiką tonalną oraz plastyką obrazu.

Dwa lata później 24 maja 2023 roku, pomijając tu odgrzewane w międzyczasie kotlety w postaci X-T30 II, podczas FUJIFILM X Summit pokazanego bezpośredniego następcę i kolejnego przedstawiciela nowej linii, model X-S20. Aparat na pokładzie którego ponownie zagościła stabilizacja matrycy oraz zupełnie nowe ogniwo NP-W235, obecne dotychczas we flagowych modelach jak X-T4, nowym X-T5 oraz linii GFX, ze średnioformatowymi matrycami. Nic więc dziwnego, że to właśnie w jego stronę zacząłem kierować swoje spojrzenia, tym bardziej biorąc pod uwagę stagnację w dwucyfrowe linii X-T.

Wędrówki z FUJIFILM T-X20, po lewej na tle Hali Radziechowskiej 18.06.2022 r, po prawej Stary Groń 06.09.2024 r – zdjęcie to było jednym z wyróżnionych w konkursie „Gmina Brenna siła natury”.

Na szczęście lata mijały a mój weteran X-T20, nie zamierzał się zatrzymywać, tak dotrwaliśmy do 2024 roku, gdy marka znów sypnęła nowościami, w tym reanimując wygaszoną prawie dekadę temu linię „M”, wprowadzając na rynek model FUJIFILM X-M5. Tu pozwólcie cofnę się do jesieni 2015 roku, gdy to zakupiłem pierwszy aparat z matrycą w formacie APS-C tej marki, tudzież FUJIFILM X-M1 («recenzja»), a który wniósł wiele dobrego w moją fotograficzną edukację, pozwalając osiągnąć mi zupełnie nowy poziom pracy. Ku mojemu zdziwieniu, marka nie poszła za ciosem, pomimo że X-M1 zbierał znakomite recenzje, decydując się na wygaszenie linii, równolegle wprowadzając na rynek serię dwucyfrową X-T, tak też właśnie trafił w 2019 roku w moje ręce wielokrotnie wspominany już model X-T20. Teraz jednak FUJIFILM sięgnęło po zarzucony projekt, ponownie decydując się na reaktywację linii X-M, pozostaje mieć nadzieję, a na co mogą już wskazywać recenzje, że nowy X-M5 będzie kontynuatorem dobrych tradycji dalekiego poprzednika.

W roku 2015 zakupiłem swój pierwszy bezlusterkowy aparat marki FUJIFILM model X-M1, wniósł one wiele dobrego w moje umiejętności, co ciekawe marka jednak tuż po jego wprowadzeniu na rynek postanowiła porzucić linię X-M, stąd kolejnym był model z dwucyfrowej serii X-T20. Powyżej oba wspomniane aparaty…

Tak zatoczywszy koło powracamy do schyłku 2024 roku. W ofercie marki FUJIFILM pojawiło się więc kilka ciekawych modeli, dających pewien zakres swobody wyboru, tu ktoś może zapytać, dlaczego w ogóle z takim uporem trzymam się tej firmy? Cóż odpowiedź jest dość oczywista, dla każdego, kto wszedł w system danej marki. To lata poświęcone na rozbudowywanie parku obiektywów i akcesoriów, filtrów fotograficznych i akumulatorów. Przejście do innego i porzucenie danego systemu, zawsze wiąże się z gigantycznymi kosztami, na które po prostu mnie nie stać, to swoista pułapka w którą wpada każdy foto-pasjonat, wchodząc w system danej marki. Czy to jednak tylko względy finansowe o tym decydują? Nie, w przypadku FUJIFILM, przy wszystkich wadach ich modeli, a mają ich cała górę, posiadają też ogromną zaletę w postaci autorskich matryc X-Trans. Matryca ta oferuje wyjątkową plastykę oraz szeroki zakres dynamiki tonalnej (jest pozbawiona filtra antyaliasingowy AA). Inną rzeczą którą jedni kochają, inni nienawidzą, jest specyficzne odwzorowanie barw za sprawą dedykowanych filtrów barwnych naśladujących dawne klisze analogowe.

Świetna plastyka matrycy, dynamika, niskie szumy i piękna reprodukcja barw, wszystko to umożliwiło mi rejestrowanie pięknych kadrów zarówno na górskich szlakach, jak i podczas sesji w aranżowanym domowym studio. Po lewej zachód słońca na Malinowskiej Skale w Beskidzie Śląskim 09.02.2023 r, po prawej autoportret 13.04.2021 r.

W chwili wyboru nowego modelu miałem więc jak na markę FUJIFILM wyjątkowo duży wachlarz możliwości. Do rywalizacji stanęły starszy X-S10, nowy X-T20 oraz nowy następca „dwudziestki” X-T50, czyli uboższy kuzyn flagowca X-T5. Ważnym czynnikiem, prócz oczywiście aspektów technicznych, była cena, najkorzystniej wypadała ona w przypadku X-S10, równocześnie jednak ten model wnosił najmniej z nowych rozwiązań, natomiast cena modeli X-S20 i X-T50 była podobna i oscylowała jesienią 2024 roku w okolicach od 6500 złotych. Ta ostatnia oraz fakt, że X-T20 wciąż miał się dobrze, stanowiła największy hamulec dla zmiany. Uważałem bowiem tak wysoką cenę w relacji do możliwości i półki której oba modele są przedstawicielami za poważnie zawyżoną. Marka FUJIFILM nigdy jednak nie była znana z niskich cen, dotyczy to zresztą nie tylko samych aparatów, ale również, a może i przede wszystkim obiektywów oraz akcesoriów. Z doświadczenia jednak wiedziałem, że nowe produkty FUJIFILM dość szybko tanieją, a sama marka okresowo wprowadza atrakcyjne oferty sprzedażowe.

Tak też się właśnie stało. W grudniu tuż przed świętami Bożego Narodzenia pojawiła się oferta FUJIFILM aparat plus wybrany obiektyw za złotówkę lub rabat 750 zł na inne modele. Do tego doszła znacząco niższa cena aparatu FUJIFILM X-T50 wynosząca 5699 zł, co stanowiło cenę niższą o około 1000 zł od ówczesnej. Te czynniki oraz obecność na pokładzie nowej stabilizowanej mechanicznie matrycy, przeważyły szalę na rzecz X-T50. Nie zwlekając, nabyłem więc rzeczowy aparat, tudzież FUJIFILMX-T50, wraz z obiektywem FUJIFILM Fujinon XC 35 mm f/2, (którego recenzja ukaże się wkrótce) za wspomnianą złotówkę, sam sklep w którym dokonałem zakupu, dorzucił jeszcze do zestawu, również za złotówkę, kartę pamięci Lexar Pro 64GB 1800x U3 V60 UHS-II. Całość zamknęła się w kwocie 5701 zł, opłaconych w systemie ratalnym. Cena końcowa pozwoliła mi na zaoszczędzenie około 2000 zł, w tym około 1000 zł na samym body, 850 zł na obiektywie (to jego średnia cena rynkowa), oraz 150 zł za kartę pamięci i tak można by rzec, wszystko zostało w rodzinie, do której dołączył jej nowy przedstawiciel, wciąż tej samej dwucyfrowej linii X.

Kolejne przykłady zdjęć wykonanych przeze mnie aparatem FUJIFILM T-X20, po lewej Dolina Wapienicy, Beskid Śląski 09.07.2020 r, po prawej zachód słońca na Grabowej, Beskid Śląski 06.09.2024 r – zdjęcie to zostało nagrodzone II miejscem w konkursie „Gmina Brenna siła natury”.

Zanim przejdziecie dalej, dla porządku pragnę uprzedzić, że zwyczajowo w recenzji skupiam się na aspekcie fotograficznym, pomijając wideo, byłoby z mojej strony arogancją wypowiadać się w temacie filmów, którymi zasadniczo zajmuję się bardzo rzadko i w ograniczonym zakresie. Omówimy za to szczegółowo wszystkie zalety i wady korpusu FUJIFILM X-T50, jego matrycy, jakości zdjęć, szybkości pracy, celności AF, zasilaniu i komunikacji bezprzewodowej – zapraszam…

FUJIFILM X-T50 zestaw, materiały i pierwsze wrażenia…

Tym razem miałem podwójny powód, aby z niecierpliwością oczekiwać na kuriera, tak się bowiem złożyło, że po 33 latach pojawiła się możliwość powrotu w Sudety, równocześnie po raz pierwszy spędzając świąteczny czas w górach, o czym marzyliśmy z Żoną od lat. Oznaczało to jednak coś jeszcze, że nie zdążę bliżej zapoznać się z nowym członkiem rodziny FUJIFILM, że przyjemność ta będzie musiała poczekać aż do powrotu z Sudetów. Wyruszając, troszkę żałowałem, że nie wziąłem od razu, na gorąco, nowego sprzętu, wiedziałem jednak z doświadczenia, że byłby to błąd, każdy bowiem aparat trzeba poznać, nawet jeśli siedzi się w danym systemie od lat. Tym bardziej że w tym konkretnym przypadku był to dość istotny przeskok pod względem zarówno teoretycznych możliwości technicznych, jak i samej obsługi. Jak się okazało moje założenia, ale i przeczucia były ze wszech miar trafne, ale o tym będzie szerzej w dalszej części opracowania.

W grudniu, po 33 latach pojawiła się możliwość powrotu w Sudety, równocześnie po raz pierwszy spędzając świąteczny czas w górach, o czym marzyliśmy z Żoną od lat. Nowy aparat przyszedł tuż przed wyjazdem, co uniemożliwiło mi bliższe zapoznanie się z nim, tym samym na rzeczowy wyjazd zabrałem starego wiarusa FUJIFILM X-T20, który ponownie zachwycił, umożliwiając rejestrację powyższych kadrów. Po lewej widok na Śnieżkę z rejonu Spalonej Strażnicy, po prawej zejście z tej ostatniej w kierunku Strzechy Akademickiej – 25.12.2024 roku.

Przesyłka dotarła tuż przed wyjazdem. Z ciekawością i lekkim niepokojem zajrzałem do kartonu, wszakże to zobowiązanie ratalne na dobrych kilka lat… na szczęście szybko okazało się, że wszystko jest w porządku, a sklep w którym dokonałem zakupu, dołożył starań, aby zabezpieczyć towar przed trudami podróży. W kartonie spoczywały dwa charakterystyczne czarne pudełka sygnowane logiem marki FUJIFILM oraz blister z jednym z promocyjnych dodatków, tudzież kartą pamięci o pojemności 64 GB, marki Lexar model Pro 1800x U3 V60 UHS-II.

Przesyłka z zakupionym aparatem oraz obiektywem i kartą pamięci dotarła tuż przed świątecznym wyjazdem, w Sudety. Po prawej autor z Żoną podczas marszu w kierunku Słonecznika, 1421 m n.p.m. – 24.12.2024 roku.

Jako pierwszy otwarłem mniejszy z czarnych kartonów o matowym wykończeniu. Zawierał kolejny promocyjny dodatek, obiektyw FUJIFILM Fujinon XC 35 mm f/2. Rzeczą która na pewno uderza, są jego filigranowe rozmiary i piórkowa waga wynosząca zaledwie 140 gramów wraz z tylnym i przednim dekielkiem oraz 128 gramów bez nich. Natomiast jego rozmiary to odpowiednio długość całkowita 5,4 cm (wraz z bagnetem), wysokość 5,85 cm, natomiast średnica mocowania filtrów kołowych to 43 milimetry. Tak niska waga, jak łatwo się domyślić wiąże się ściśle z zastosowanymi w budowie korpusu obiektywu materiałami. Wykonano go w całości z tworzyw sztucznych, nie wyłączając samego bagnetu, acz w tym przypadku jest to odporne na ścieranie i uszkodzenia tworzywo ABS. Materiały te nie powinny dziwić, model jest bowiem przedstawicielem linii obiektywów XC, są to tanie (słowo bardzo względne w przypadku marki FUJIFILM) budżetowe szkła.

Wraz z aparatem FUJIFILM X-T50 w ramach świątecznej promocji nabyłem za złotówkę obiektyw FUJIFILM Fujinon XC 35 mm f/2, sklep dorzucił jeszcze szybką 64 GB kartę pamięci.

Na stronie były już recenzowane inne obiektywy z tej linii, tudzież FUJIFILM FUJINON XC 16-50mm f/3.5-5.6 OIS («recenzja») oraz FUJIFILM FUJINON XC 50-230mm f/4.5-6.7 OIS («recenzja»), oba zakupione w zestawie wraz ze wspominanym wcześniej aparatem FUJIFILM X-M1, jesienią 2015 roku. Oba też służą mi do dnia dzisiejszego, szczególnie zaś często ten ostatni, który cechuje się dużym powiększeniem oraz znakomitą ostrością obrazu. Jak więc widzicie przynależność to tańszej półki oraz wykorzystanie w tubusach i bagnetach tworzyw sztucznych nie oznacza bynajmniej, że to modele złe, wręcz przeciwnie.

Obiektyw FUJIFILM Fujinon XC 35 mm f/2 waży zaledwie 140 gramów wraz z tylnym i przednim dekielkiem oraz 128 gramów bez nich. Jego tubus wykonano z odpornego tworzywa sztucznego ABS. Materiał ten nie powinny dziwić, model jest bowiem przedstawicielem linii obiektywów XC, czyli tańszych, budżetowych szkieł marki. Na dole po prawej porównanie FUJIFILM FUJINON XC 16-50mm f/3.5-5.6 OIS («recenzja») i FUJIFILM Fujinon XC 35 mm f/2.

Pozwólcie, że na tym skończę charakterystykę obiektywu FUJIFILM Fujinon XC 35 mm f/2, który zostanie wkrótce omówiony w osobnej, szczegółowej recenzji, do której lektury serdecznie zapraszam. Na koniec dość powiedzieć, że również ten obiektyw na żadnym polu nie przynosi marce wstydu, cechuje go świetna ostrość, znikoma winieta, dobra rozdzielczość obrazu, a przysłona maksymalna f = 2 robi świetną robotę, zapewniając doskonałe wyodrębnienie głównego motywu i rozmycie tła. Oczywiście nie jest też tak, że jest to model pozbawiony wad, o nich jednak szerzej pomówimy właśnie na łamach rzeczowej recenzji.

Tubus obiektywu FUJIFILM Fujinon XC 35 mm f/2, wykonany z tworzywa ABS nie oznacza że obiektyw będzie gorszy, czy mniej trwały, bynajmniej, są to tworzywa wysoce odporne na uderzenia i zużycie, ich zaletą jest również niska waga własna, powyżej mój ulubiony zoom marki FUJIFILM FUJINON XC 50-230mm f/4.5-6.7 OIS («recenzja») służący mi od 2015 roku (na zdjęciach stan obecny).

Pora otworzyć karton skrywający głównego bohatera opracowania, tudzież aparat FUJIFILM X-T50. Karton klasycznie dla marki, w matowej czerni, minimalistyczny, z ograniczoną liczbą elementów graficznych, garścią nadrukowanych białą farbą informacji technicznych, w tym o zawartości zestawu, cechuje ponadczasowy i klasyczny styl, dobrze wpisując się w samą idę aparatów marki. No właśnie zawartość zestawu… tu zaszły niestety zmiany, o czym za chwilkę. Po otwarciu kartonu pierwsze co zobaczymy to skrócona instrukcja obsługi, karta informacyjna zachęcająca do rejestracji produktu oraz materiały promocyjne.

Obiektyw FUJIFILM Fujinon XC 35 mm f/2 na żadnym polu nie przynosi marce wstydu, cechuje go świetna ostrość, znikoma winieta, dobra rozdzielczość obrazu, a przysłona maksymalna f = 2 robi świetną robotę, zapewniając doskonałe wyodrębnienie głównego motywu i rozmycie tła. Powyżej przykłady zdjęć wykonanych tym właśnie obiektywem podpiętym do bohatera naszej recenzji tudzież aparatu FUJIFILM X-T50.

Po podniesieniu kartonowej przekładki mogłem wreszcie zobaczyć zakupiony aparat. Spoczywał zawinięty w woreczku w kartonowej wytłoczce. Pierwsze wrażenie, jak po spotkaniu ze starym dobrym przyjacielem, to wciąż ten sam świetny wygląd, odwołujący się śmiało do dawnych analogowych lustrzanek, łącząc tradycję z nowoczesnością. To jednak tylko wrażenia powierzchowne, pomimo licznych podobieństw do modeli poprzednich, jak FUJIFILM X-T20, czy X-T30 w korpusie zaszły dość poważne zmiany.

Podobnie jak w przypadku wspomnianego powyżej obiektywu, tak i w przypadku body z pewnością rzeczą która cieszy i którą warto od razu pochwalić, jest niska waga aparatu X-T50 wynosząca około 400 gramów bez karty pamięci i akumulatora (wobec deklarowanych 389 g), natomiast z nimi waga wynosi niespełna 448 gramów (deklarowane 438 g). To mniej o blisko 50% niż obiektyw który użytkuję również z tym body, tudzież TAMRON 18-300 mm Di III-A VC VXD / B061X («recenzja») którego waga wynosi aż 620 gramów. Wiem o czym mogliście pomyśleć, nie oznacza to, że korpus aparatu X-T50 wykonano, podobnie jak lekki obiektyw FUJIFILM Fujinon XC 35 mm f/2 z tworzy sztucznych. Szkielet korpusu został wykonany z wytrzymałego, a równocześnie lekkiego stopu metali, podobnie z lekkiego metalu wykonano podstawę i górny panel oraz pokrętła na tym ostatnim. Wyjątek stanowi tu kopuła w górnym panelu skrywająca chowaną lampę błyskową, wykonaną z tworzywa sztucznego. Ostatnim miejscem, gdzie pojawia się jeszcze metal to mocowanie bagnetowe.

Część środkowa to panel z tworzywa, prawie w całości, poza panelem ekranu LCD, pokrytych wykonaną z gumy, imitacją skóry. Jej struktura i „lepkość” przyczyniają się do znacznej poprawy chwytu, oczywistą wadą, występującą również w poprzednich modelach, jest tendencja do łapania brudu. Korpus ma wymiary:

  • wysokość całkowita – 84 mm
  • wysokość od podstawy do górnego panelu (bez kopułki lampy błyskowej) – 70,09 mm
  • szerokość – 124 mm
  • grubość:
    • korpusu bez gripu – 35 mm
    • korpusu z gripem / grubość całkowita – 41 mm

…rzeczą która cieszy i którą warto od razu pochwalić, jest niska waga aparatu X-T50 wynosząca około 400 gramów bez karty pamięci i akumulatora (wobec deklarowanych 389 g), natomiast z nimi waga wynosi niespełna 448 gramów (deklarowane 438 g). To mniej o blisko 50% niż obiektyw który użytkuję również z tym body, tudzież TAMRON 18-300 mm Di III-A VC VXD / B061X («recenzja») którego waga wynosi aż 620 gramów – widoczny na zdjęciu po prawej podpięty do aparatu FUJIFILM X-T50.

Są to wymiary bardzo podobne do modelu X-T20, to jest szerokość 118,4 mm, wysokość 82,8 mm (całkowita) oraz 31,9 mm do 45 mm maksymalnie (muszla oczna) grubość. Gdzie więc ukryto zmiany pomiędzy korpusami? Pierwsza, najbardziej widoczna dotyczy górnego metalowego panelu. Jego wcześniej wyprowadzone prosto w górę krawędzie, zostały teraz ścięte i zaokrąglone ku górze, intensywniej po bokach (patrząc od strony mocowania bagnetu), łagodniej od czoła i na plecach. Według opisu marki taka forma ma uczynić trzymanie i operowanie aparatem bardziej komfortowym. Tu pora na pierwszą pod adresem ergonomii uwagę, sam nie zgadzam się z takim stwierdzeniem, choć zdaję sobie sprawę, że może to wynikać z długich lat użytkowania body X-T20. W moim odczuciu podcięte i zaokrąglane krawędzie, szczególnie w bocznych płaszczyznach czynią chwyt mniej pewnym, wymagając większej uwagi w operowaniu aparatem.

Niewielkie rozmiary i niska waga to mocne atuty aparatu FUJIFILM X-T50…

Kolejna zmiana dotyczy kształtu i wielkości gripa. W modelach starszych był on rzeczywiście dość symboliczny, płytki i słabo wyodrębniony. W nowym X-T50 sytuacja uległa poprawie, grip wyraźnie przytył, jest szerszy, głębszy i wyższy o starannym profilu, poprowadzony aż do szczytu panelu gdzie dodano, klasycznie ulokowane pod palcem, kółko funkcyjne. To z pewnością zaleta modelu, acz chciałbym dodać, że nadal nie możemy tu liczyć na pełnowymiarowy, głęboki, umożliwiający wygodny i łatwy chwyt grip, jaki można zobaczyć choćby w aparatach z linii X-S10 i X-S20. Trudno jednak poczytywać to za wadę modelu, tym bardziej że pomimo swych niewielkich wymiarów wciąż jest relatywnie wygodny w użytkowaniu.

Model X-T50 zyskał nowy wygląd górnego panelu i gripu. Ten pierwszy ma ścięte ku górze i zaokrąglane krawędzie, co zachwalane jest przez markę jako czynnik poprawiający chwyt, sam mam tu jednak mocno mieszane odczucia, wydaje się że zmiany te uczyniły chwyt mniej pewnym, wymagającym większej uwagi. Również grip wyraźnie został pomniejszony względem modelu X-T20 (widocznym na dole po prawej) tu jednak jego staranny profil przeciwdziała negatywnym skutkom tego zabiegu. Po lewej na górze widok na górny panel X-T50, po prawej jego minimalistyczny grip, na dole po lewej górny panel FUJIFILM X-T20.

Aparat FUJIFILM X-T50 jest dostępny w trzech wariantach kolorystycznych: czarnym, grafitowym i omawianym srebrnym. Pierwsza ocena aparatu pod kątem wykonania oraz zastosowanych materiałów może być wyłącznie pozytywna. Aparat cechuje ta sama śmiałość w czerpaniu z klasycznych wzorców dawnych modeli analogowych, łącząc tradycję z nowoczesnością. Model pod tym względem kontynuuje dobre tradycje nie tylko w serii dwucyfrowej, ale tak samo modeli flagowych z serii jednocyfrowej. Niska waga, dobre materiały, świetne wzornictwo i precyzyjne wykonanie, duża liczba fizycznych pokręteł, to na pewno rzeczy jakie rzucają się w pierwszej kolejności w oczy, pod tym względem nowy model kontynuuje dobre tradycje poprzedników, a nawet pod pewnymi względami, jak choćby przeprojektowana podpórka pod kciuk, je przebijając, tu więc trudno mieć jakiekolwiek uwagi. Diabeł jednak lubi ukrywać się w szczegółach i tymże właśnie przyjrzymy się w kolejnej części.

Aparat FUJIFILM X-T50 jest dostępny w trzech wariantach kolorystycznych: czarnym, grafitowym i omawianym srebrnym – właścicielem powyższych fotografii jest marka FUJIFILM, zostały one opublikowane, zgodnie z art. 29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych wyłącznie w celu pełniejszego zilustrowania omawianego aparatu.

.


SPRZĘT / FUJIFILM X-T50 / strona 1/18

tekst, opracowanie, grafiki i zdjęcia za wyłączaniem wymienionych w tekście: Sebastian Nikiel 25.05.2025

Wykorzystane cytaty, zdjęcie, grafiki, loga, zrzuty ekranów aplikacji i stron internetowych, związane z omawianym produktem, zaprezentowano w niniejszym opracowaniu zgodnie z art. 29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jako ograniczenie majątkowych praw autorskich na rzecz dozwolonego użytku, zgodnie z nowelizacją rzeczowej ustawy z 2015 roku, wyłącznie w celu prezentacji i szerszego zobrazowania poruszanych tematów, pozostających w ścisłym związku z jego tematem.

Informacja o prawach autorskich – można wykorzystywać nieodpłatnie wyłącznie w zastosowaniach niekomercyjnych, oraz z uznaniem i zachowaniem autorstwa, zgodnie z licencją Creative Common 3.0 – www.creativecommons.org / Copyright – can be obtained in a non-commercial manner and with the recognition and behavior made, in accordance with the license under the Creative Common 3.0 license – www.creativecommons.org

Informacja prawna – wszystkie wyrażane na łamach niniejszej recenzji poglądy, są wyłącznie moją osobistą opinią na temat danego sprzętu, odzieży, czy akcesorium, wynikającą z posiadanego doświadczenia, nabytego w trakcie jego użytkowania, oraz dotyczącą wyłącznie testowanego egzemplarza, a nie całościowo danego modelu produktu.